PORTAL
STRONA GŁÓWNA
z życia Kościoła
droga do Boga
modlitwa
sakramenty
wsparcie duchowe
zagrożenia
Kapłan czeka
chat
linki
klik dla Parafii
SZUKAJ - MAPA

Zobacz więcej...

 PARAFIA
aktualności
nabożeństwa
informacje
o Parafii
cmentarz
grupy parafialne
kontakt

Zobacz więcej...

Europejska pielgrzymka ministrantów do Rzymu

Rzymskie cudy i niezwykłości czyli ministranci w Wiecznym Mieście...

Cud pierwszy – Dziesięć minut na Rzym

‘Super, że jedziecie do Rzymu. Ja z Marysią lecimy dopiero w październiku’ – tak mówił do mnie Marcin oglądając autobus nieświadom tego, że jest w wielkim błędzie. Dokładnie w tym autobusie, który z takim męskim zafascynowaniem oglądał znalazł się po piętnastu minutach. Jak to się stało? Bardzo prosto.

 Jeden z uczestników nie pojawił się o wyznaczonej porze w wyznaczonym miejscu a gdy do niego zadzwoniliśmy przebudzony stwierdził, że do Rzymu nie jedzie. Jako, że głupio zmarnować miejsce, pieniądze i wrażenia do akcji wkroczył ksiądz Proboszcz. Swoim sokolim wzrokiem wypatrzył dobrze zbudowaną, rzucającą popłoch na wszystkich sylwetkę jakże charakterystyczną – sylwetkę Marcina.  Pewnie nieświadomy niczego właśnie planował w swojej głowie najbliższy tydzień. „Masz dziesięć minut żeby się spakować” – rzekł ks. Proboszcz zachęcającym głosem. Marcin nie mógł nic powiedzieć, ponieważ nie miał nawet czasu na to. Uczestniczyłem sam w tej akcji, pobiegłem z nim do domu wysłuchując po drodze jego jakże uroczych wątpliwości: „Jak ja mogę jechać do Rzymu? Przecież to niepoważne”, „Nie Paweł! Lepiej wróć do księdza i powiedz, że nie jadę” itd. itp. A mimo tych wszystkich wątpliwości piętrzących się coraz bardziej nasz bohater zmierzał i tak ku „ Rzymskiej wyprawie”  - do jego torby trafiało to co było pod ręką. O zawartości torby dowiedział się dopiero w Rzymie ale czy to ma jakieś znaczenie? Gorzej gdyby tej torby nie miał – tak jak jeden z  uczestników, który zostawił ją na parkingu w Krakowie… I tak oto ze szczęściarzem na pokładzie ruszyliśmy w stronę… granicy jednej a potem drugiej a po tej drugiej …dawna strefa bezcłowa. Niektórzy wpadli w szał kupowania – w końcu maskotka, koszulka kupiona za granicą to nie ta sama co kupiona w Polsce choć właściwie niczym się nie różni …

Cud drugi – Modlitwa przy grobie Jana Pawła II

O 10 rano w poniedziałek nasze oczy ujrzały Rzym. Dla większości (jestem w tym gronie) była to pierwsza wizyta w stolicy Włoch. Bez chwili wytchnienia, tuż po podróży   rozpoczęliśmy „maraton zwiedzania”. Rozpoczęliśmy w Watykanie – bazylika św. Piotra zachwyciła nas swoją monumentalnością i pięknem. Najważniejszym wydarzeniem było dla nas nawiedzenie grobu sługi Bożego Jana Pawła II. „Nie mogliśmy być tutaj przy tobie za twojego życia – jesteśmy po twej śmierci” – myślał niejeden z nas w duchu. Jako grupa polska mieliśmy możliwość pomodlenia się przez dłuższy czas przy grobie naszego ukochanego rodaka. Było to dla nas wielkie wydarzenie. Po bazylice św. Piotra przyszedł czas na zwiedzanie „starego Rzymu”. Dzień zakończyliśmy mszą świętą z udziałem Polaków w klasztorze ojców filipinów. Zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do hotelu.

Cud trzeci – Z flagą Polski przy samym ołtarzu

W kolejnym dniu naszej pielgrzymki zapoznaliśmy się z największymi bazylikami Rzymu a zarazem najważniejszymi kościołami na świecie – św. Pawła za murami, św. Jana na Lateranie, Santa Maria Maggiore. To nasze zwiedzanie nie było wcale takie zwyczajne. Najważniejszy zabytki, obrazy, rzeźby wskazywał nam… szczurek. Nasza sympatyczna pani przewodnik posługiwała się specyficznym urządzeniem do wskazywania eksponatów. Budowa tego urządzenia była bardzo prosta – składała się z metalowej antenki na końcu, której umieszczony był pluszowy szczurek. Trudno było powstrzymać śmiech gdy w naszych słuchawkach słyszeliśmy: „ Zatrzymajmy się wszyscy. Teraz szczurek pokazuje figurę Matki Bożej” albo „Zatrzymujemy się przy szczurku…”, „Szczurek wskazuje cudowny obraz Berniniego…”. Było bardzo wesoło, okazuje się, że poważne zabytki i eksponaty potrafią się również do nas „uśmiechać” ale tylko wtedy gdy wskazuje je szczurek.

Szczytem tego dnia była Eucharystia sprawowana przez kardynała z Austrii. Dzięki naszemu wywiadowi znaleźliśmy się tuż przed ołtarzem. Przedzierał się on przez tłum udając, że woła Krzywego i tym sposobem zarezerwowali nam pierwsze rzędy…ale nam zawsze mało. Okazało się, że do rzędów przy ołtarzu wpuszczają lektorów i ministrantów. Sprawnie ruszyliśmy w kierunku miejsca centralnego na placu św. Piotra. Jakimś cudem pod albą przeniosłem flagę polską. Siedzieliśmy tuż przed samym ołtarzem gdy ktoś „od nas” zauważył że w pochodzie flag, który przygotowywał się do wyjścia przed ponad stutysięczny tłum brakuje flagi Polski. Odważnie podeszliśmy w trójki do księdza ceremoniarza i sugestywnie powiedzieliśmy „Polonia…Polonia!”. Ksiądz wskazał nam miejsce na samym tyle pochodu. Nasza flaga była najbardziej oryginalna ponieważ była podłużna (ok. 3m) i jako jedyni trzymaliśmy ją w trójkę. Ciarki przechodziły nam przez plecy gdy pochód ruszył. Stanęliśmy dumnie z polską flagą przed tysiącami ludzi. Nigdy nie myślałem, że będę niejako reprezentantem Polski! To był cud! Dostąpiliśmy wspaniałego zaszczytu ale inni też mogli czuć się wyróżnieni – służba liturgiczna naszej parafii (i nie tylko, gdyż w sumie oprócz ministrantów z Borku były również reprezentacje Liturgicznej Służby Ołtarza z Klin, Sieprawia, Swoszowic, Podgórza) dostąpiła zaszczytu służenia w Watykanie – stolicy kościoła.

To jeszcze nie koniec emocji jakie odczuliśmy tego dnia. Wracając z mszy świętej „przekrzykiwaliśmy się” z innymi grupami narodowymi, zawiązywaliśmy „okrzykowe” znajomości z kolegami-ministrantami z Austrii, Niemiec czy Włoch. Oczywiście byliśmy bardzo głośni – ma się w końcu tego „Skrzypka” w parafii. Ale co stało się w dzień następny…

Cud czwarty –  różaniec od Ojca Świętego i „kochamy Ciebie, kochamy Ciebie!”

Rozważaliśmy możliwość rezygnacji z udziału w audiencji. Powód? Nie zdążymy dojechać, za wcześnie będziemy musieli wstać, nie dopchamy się na plac. Gdybyśmy zrezygnowali, ominęłaby nas a szczególnie niektórych wielka łaska. Garstka naszych odważnych uczestników postanowiła spróbować się dostać jak najbliżej Ojca Świętego. Mimo iż na Plac św. Piotra przybyliśmy 25 minut przed audiencją nie przeszkodziło to im w dostaniu się na odległość „wyciągnięcia ręki” od Benedykta XVI. Nasz szczęściarz (czytaj Marcin z last minute) przedostawał się w stronę ołtarza mówiąc do ochraniarzy: „We are special group ministrantem from poland…”. Wystarczyło! Sześciu wybrańców znalazło się przy samym ołtarzu gdzie za chwilę miał przejeżdżać Ojciec Święty. Spontaniczność nie zna granic. Marcin postanowił, że chce być jeszcze bliżej papieża. Na każdej audiencji papież błogosławi parom z różnych państw świata. Właśnie miedzy tymi parami znalazł się nasz szczęśliwiec. Wszedł tam zapewne niepostrzeżenie bo biała alba w jakimś sensie podobna jest do sukni ślubnej. Między parami udało mu się otrzymać od Piotra naszych czasów różaniec. Wielka łaska. Natomiast na samej audiencji „nasi” przy ołtarzu dali o sobie znać. Gdy Benedykt XVI zaczął mówić w języku polskim korzystając z bliskości ministranci zaczęli krzyczeć „Kochamy ciebie, kochamy ciebie” – robili to tak głośno (czytaj był tam M. Skrzypek), że zwrócili na siebie uwagę Ojca świętego, który kilkakrotnie przerywał przemówienie uśmiechając się w ich stronę i błogosławiąc im. To było wielkie przeżycie dla nich i dla nas, bo przeżywaliśmy to razem z nimi będąc dumni, że nasza pielgrzymka zaznaczyła się w tak wspaniały sposób.

Wrażeń było sporo po tych kilku dniach. Ponieważ niektórzy robili się z nich aż czerwoni nasz ksiądz opiekun – Ksiądz Rafał Starzak postanowił, że trzeba te wrażenia zgasić troszeczkę w morzu. Trafiliśmy więc do Osetii, gdzie „kosztowaliśmy” słonej wody Morza Tyrtejskiego i skacząc na falach. A że fale były wysokie i niebezpieczne drugą część pobytu nad morzem spędziliśmy bawiąc się w piasku (i piaskiem) oraz wykupujących od „plażowych handlarzy” wszystkie spodenki Italii – trzeba przecież pokazać, gdzie się było. To był kolejny wspaniały dzień.

Cud czwarty –  cud ciszy

W ostatnim dniu naszego pielgrzymowania udaliśmy się do Asyżu i Padwy. Oba miasta zadziwiły swoim urokiem. Przede wszystkim w bazylikach gdzie znajdują się groby świętych doświadczyć można było ciszy i atmosfery modlitwy, której brakowało w największych rzymskich bazylikach. W tym dniu swoje prośby i intencje powierzyliśmy świętemu Antoniemu i świętemu Franciszkowi. To był dzień modlitwy. Przepełnieni nią oraz hasłem Europejskiej Pielgrzymki Ministrantów do Rzymu: „Ducha nie gaście” ruszyliśmy w stronę Polski.  

Podziękowanie za cudy !

Składamy Bogu dzięki za tak wspaniałą pielgrzymkę, która mamy nadzieję wyda owoce w postaci jeszcze gorliwszej służby przy ołtarzu, służby „Bożej sprawie” wszędzie tam, gdzie się znajdziemy. Słowa wdzięczności kierujmy w stronę sponsorów, którzy zasponsorowali wielu z nas ten wyjazd. Wielkie podziękowania dla ks. Rafała za wspaniałe poprowadzenie tej pielgrzymki – „Cudem jest spotkanie z Benedyktem ale największy cud dokonuje się tutaj na ołtarzu”. Tak mówił do nas nasz Przewodnik duchowy, który poprowadził tą pielgrzymkę w niezapomniany sposób i za to mu z serca dziękujemy! Dziękujemy biuru „Orlando” a szczególnie pani przewodnik – pani Joannie Kubiczek. Swoją ogromną wiedzą a także miłym usposobieniem i poczuciem humoru sprawiła, że chcielibyśmy znów znaleźć się w „wiecznym mieście”.

Za wszystkie te chwile przeżyte w ministranckim gronie – CHWAŁA PANU!

 

Paweł Piwowarczyk

fot: Łukasz Krzyworzeka

 

 POLECAMY

STRONA GŁÓWNA
pozostałe wspomnienia

 

cofnij

MODLITWA | WSPARCIE DUCHOWE | CHAT | KLIK DLA PARAFII | AKTUALNOŚCI PARAFIALNE | KONTAKT | MAPA
Copyright © Parafia Matki Bożej Zwycięskiej • Administracja serwisu: PARTNERZY.org